Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

Potęga Podświadomości ­_ Przykład skutecznej realizacji: Miłość


Jak pisałam tutaj, moje podejście do Potęgi podświadomości było, zwłaszcza na początku drogi, bardzo sceptyczne. Do dziś wiele z książek z tej tematyki jest dla mnie nie do strawienia  z powodu języka, braku spójności, przywoływania „faktów”, które nie mają potwierdzenia w nauce, niczym nie uzasadnionego synkretyzmu itd. 


Sama idea jednak wydawała mi się intrygująca i zachwycająca. Czy to możliwe, że jeśli mocno uwierzę, że coś o czym marzę stało się moim udziałem to, to marzenie rzeczywiście się spełni? I to bez mojego działania? Czy rzeczywiście wystarczy wprawić się  stan wewnętrznego spokoju i błogiego oczekiwania? Bez zastanawiania się „jak”, bo podświadomość sama znajdzie najlepszą drogę do realizacji pragnienia? podsunie najlepsze pomysły itd. 


Pierwsza poważna praca nad sobą i realizacją celu metodami z książki Potęga podświadomości  to był czas liceum, miałam sporo czasu i nic do stracenia… co mi szkodziło spróbować, najwyżej mogło się okazać się, że to totalne bzdury i tyle.

Skąd miałam wiedzieć, że to podświadomość, a nie moje działania w świecie realnym lub przypadek doprowadziły do realizacji celu? Z dwóch powodów:


1. Cel miał być duży, taki, którego bez pomocy opisanych metod [ a tym bardziej przypadku] nie mogłabym osiągnąć bo brakowałoby mi zasobów, możliwości, istniałyby obiektywne przeszkody itp.



2. Zamierzałam skupić się na wykonywaniu opisanych w książce technik i nie działać [ nie rozpoczynać działań, nie zachęcać, prowokować wydarzeń itd.], a jedynie wykorzystywać cudowne okazje jakie miały się pojawiać.



Jakie miałam marzenie? Jak pewnie większość dziewczyn w moim wieku chciałam spotkać chłopaka, w którym mogłabym się szczęśliwie, z wzajemnością zakochać. Postanowiłam „przyciągnąć’ konkretnego mężczyznę. Byłam wtedy w liceum i zakochałam się w swoim nauczycielu - młody, przystojny, zaraz po studiach, tłumy wielbicielek, koleżanki też się w nim podkochiwały... On sympatyczny, serdeczny... zajęty, traktował nas jak uczennice. Spotykał się z pięknymi kobietami, czasem modelkami. Na pierwszy rzut oka... zero szans.

Kiedy go trochę bliżej poznałam na lekcjach to byłam już, w swej egzaltacji przekonana, że to miłość mojego życia. Trudno mi było nawiązać z nim kontakt ze względu na dystans [nauczyciel - uczeń], a dwa on miał mnóstwo znajomych, a mnie trudno było się wkręcić w to hermetyczne towarzystwo, brakowało mi śmiałości i takich społecznych umiejętności. Właściwie nie miałam z nim kontaktu poza formalnym – lekcjami w szkole. Gdy czasem widywałam go na korytarzu, zdarzało się, że zaczepiał moich kolegów i koleżanki pytając co słychać, mnie jednak nigdy.


Czytałam wówczas namiętnie Potęgę podświadomości, był to dla mnie trudny czas ze względu na dojrzewanie i w sumie ta tematyka i wizualizacje to była trochę taka ucieczka od świata. Postanowiłam, że jeśli głęboko uwierzę, że on jest mój, a tylko czekam na zamanifestowanie się tego faktu w rzeczywistości to tak się stanie. Przez dwa lata wizualizowałam sobie codzienne, nawet dwie, trzy godziny wieczorem, siebie i jego razem jako parę, powtarzałam afirmacje, krótkie, treściwe (np; miłość ....i tu imię), pisałam to na kartkach, zapisałam ich setki, rysowałam nas razem. Takich stron zarysowałam tysiące. Prowadziłam z nim wyimaginowane rozmowy... sprawiało mi to ogromną przyjemność, uspokajało, czułam radość oczekiwania, czekałam na te wieczory z afirmacjami... stało się to nieomal moją obsesją. Prawie nikomu o tym nie opowiadałam, nie rozpraszałam energii.

Doszłam do takiego stanu, że gdy widziałam go rozmawiającego, żartującego z innymi to we mnie był taki cudny spokój, nawet kiedy znajoma powiedziała, że się zaręczył to pamiętam moją myśl wówczas: "To nic, nie dojdzie do tego ślubu, spokojnie poczekam, to jeszcze nie nasz czas" i czułam spokój i taką błogą pewność, że będziemy razem. 


Na początku nie obserwowałam nic niezwykłego. Natomiast to co zaczęło się dziać w przedostatniej klasie liceum to było jak jakiś cud, niesamowite zbiegi okoliczności, okazje spadające z nieba, trochę pomagałam szczęściu, wykorzystywałam te sytuacje...  Z pełna odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie inicjowałam działań, nie zaczepiałam go, nie prosiłam o rozmowy i spotkania pod byle pretekstem, nie zapisałam się na zajęcia fakultatywne. Natomiast byłam m.in. zapraszana na imprezy, na których bywał przez ludzi, z którym właściwie nie miałam nic wspólnego i którzy mnie wcześniej nie zauważali, realizowałam z kolegami projekt szkolny do którego nauczyciel  został przez dyrekcję oddelegowany jako opiekun, spotykałam go bardzo często przypadkiem w różnych miejscach, co się wcześniej nie zdarzało [i nie była to kwestia tego, że nie zwracałam na to wcześniej uwagi, bo podobał mi się od 1 klasy i od początku byłam na nim skupiona] i wiele jeszcze innych, które ze względu na duża intymność chciałabym zostawić dla siebie. Wiele razy tchórzyłam, nie korzystałam z okazji, bałam się zwyczajnie, a mimo to podświadomość podsuwała kolejne szanse. 


W tym samym czasie [ jak się później dowiedziałam] zachodziły poważne zmiany i w jego życiu.  Dużo by było pisania o szczegółach,  więc skupię się tylko na tym, że rzeczywiście jakiś czas potem te wspomniane wcześniej zaręczyny zostały zerwane, potem spotykał się z inną kobietą, ale zupełnie byli niedopasowani charakterami i  ten związek również się rozpadł. To był też mój ostatni rok w liceum i matura...zaczęliśmy się spotykać mniej więcej w tym czasie. Dziś jesteśmy już ładnych parę lat małżeństwem i to najszczęśliwsze lata mojego życia:). 





Uważam się za osobę krytyczna i sceptyczną, z ogromnym dystansem podchodzę to tego typu zjawisk, nie dlatego, że uważam, że to bzdury bo większość z trudnych do wyjaśnienia dziś w nauce zjawisk zapewne znajdzie swoje rozwiązanie kiedyś…,  tylko dlatego, że niezwykle łatwo jest spotkać naciągaczy i mitomanów gdy zaczynamy się zajmować tą problematyką albo przynajmniej natrafiamy na [jak to pięknie nazwała znajoma] ezo-bełkot. Wielokrotnie stosowałam te metody również w innych obszarach życia i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć - to działa! 

Nie do końca jestem w stanie wyjaśnić mechanizm i choć przez ostatnie lata  wzbogaciłam swoją wiedzę o liczne hipotezy, badania i teorie z zakresu fizyki, psychologii, medycyny i biologii, to jednak wciąż pozostaje wiele pytań, o to jak to się dzieje, że to działa? Część z nich postaram się tutaj przedstawić.  Nie ma moim zdaniem granic, to co się działo nie było tylko efektem wyłącznie mojego działania w świecie fizycznym. Ilość ‘przypadków’, ‘zbiegów okoliczności’, „szans” przekraczała normy statystyczne:) Miarą prawdy jest skuteczność, nie do końca wiem jak działają współczesne nowoczesne technologie, nigdy nie widziałam prądu…ale z wszystkiego tego korzystam  podobnie jest z siłą podświadomości;)